CMenu

oczytane

  • Oboje odwrócili się już twarzami do ściany. Frans instynktownie chwycił Rosę za rękę, żeby podtrzymać ją na duchu. Nie przestając mówić, Baum przyłożył mu wylot tłumika do podstawy czaszki i jeden raz nacisnął spust. Osuwające się ciało Darrasa nie dotknęło jeszcze ziemi, kiedy Baum przycisnął lufę do szyi sparaliżowanej strachem Rosy, która stała niezdolna uczynić najmniejszego ruchu. Baum nacisnął spust po raz drugi. .

    - Nastawienie można zmienić. Dlaczego mi nie pomożesz? .

    - I Gromada chce ich zaangażować? - Kaldaq cisnął muszelkę do wody. - Czy wszystko, czego tu się dowiedzieliśmy, nie ma żadnego znaczenia? Nasze badania nad Ziemianami to nic? Nasze ustalenia, że to rasa pokojowa i dążąca do cywilizacji? .

    Już lepiej zginąć, niż zostać samotnym w tej gruszy, - pomyślał Piąty. .

    Przelecieliśmy nad skalistym obszarem na zachód od Uroku na wysokości stu stóp. Ledwie trzymaliśmy się w powietrzu. Pani musiała całkowicie się skoncentrować, by nie dopuścić do upadku dywanu. .

  • - Nastawienie można zmienić. Dlaczego mi nie pomożesz? .

    Żarty i śmiechy, rozlegające się w mesie po wieczornym posiłku, stały się wkrótce nie do zniesienia. Siedząc samotnie w swym pokoju, Hunt poczuł, że ściany przyprawiają go o klaustrofobię. Przez chwilę spacerował bezludnymi korytarzami wśród kopuł i budynków. Okazały się przygnębiające; zbyt długo mieszkał w blaszanych puszkach. Wreszcie dotarł do kopuły wieży sterowania, wpatrując się w płonącą szarą ścianę, którą stworzyły otaczające bazę reflektory, nasycające blaskiem metanowo-amoniakalną mgłę ganimedańskiej nocy. Po chwili nawet obecność dyżurnego kontrolera, którego twarz wydobyło z ciemności światło padające z konsolety, stała się denerwująca. W drodze do klatki schodowej Hunt zatrzymał się przy konsoli.. — Jesteście niezwykłym człowiekiem, Asher — odezwał się po chwili policjant. — Szalony czy nie, cokolwiek wam dolega, jesteście jedyni w swoim rodzaju. — Policjant kiwnął głową powoli, w głębokiej zadumie. — To nie jest pospolity rodzaj szaleństwa. To nie przypomina niczego, co widziałem, ani o czym słyszałem. Mówicie tu o całym wszechświecie, więcej niż o wszechświecie, jeżeli to możliwe. Budzicie we mnie szacunek i pewien lęk. Teraz, kiedy was wysłuchałem, żałuję, że was zahaczyłem. Nie zabijajcie mnie, zwolnię wasz pojazd i możecie odlecieć, nie będę was ścigał. Chciałbym zapomnieć o wszystkim, co usłyszałem w tych ostatnich minutach. Mówicie o Bogu, o anrybogu i o straszliwej bitwie, która zdaje się, jest już przegrana, to znaczy przegrana przez siły antyboskie. To nie pasuje do niczego, co ja wiem albo rozumiem o świecie. Idźcie swoją drogą. Ja zapomnę o was, a wy możecie zapomnieć o mnie. — Policjant zmęczonym ruchem dotknął swojej maski.. - Słyszeliśmy już to wszystko - warknął w końcu. - Niezależnie od tego, co ci opowiadano, cywilizacja nie kończy się na Wspólnocie.. Przez chwilę zapomnieli o Joshu, ale on siedział nadal na swoim miejscu jak niewinny świadek katastrofy i teraz zwrócili na niego nienawistny wzrok. Czy wiedział wcześniej? Czy brał udział w spisku? Na pewno mógł coś zrobić, żeby temu zapobiec.. Jednooki podszedł do mnie chwiejnym krokiem.. - Kolumbia to narkotyki - wtrącił Bob, nie odrywając oczu od monitora, na którym pojawiło się nazwisko kapitana statku: Nikos Karangulis.. Pogładził swój służbowy pas. Podobnie jak buty, został wykonany z materiału lekkiego, dość miękkiego i miłego w dotyku. Materiału wytworzonego przez Waisów. I na tym właśnie polega Gromada, pomyślał. Każdy robi swoje. Waisowie projektują, Leparowie noszą ciężary, Hivistahmowie budują, O’o’yanowie wykańczają, a S’vanowie trzymają to wszystko w kupie. I tak dalej, rzecz jasna. Turlogowie myślą. A Ziemianie i Massudzi? Cóż, zabijają wrogów wszystkich pozostałych..